leśnego tchnienia powiew…(forest breath…)

…czasem chłód jest pożądany, i raduje, nie smuci. Zamiast muzyki – ciszę lasu wybieram. Ale czy cisza istnieje, przecież w duszy gra muzyka, głos słychać znajomy… jeszcze słyszę, na szczęście. Obok szelestu liści, obok ptaków rozmowy, obok wiatru szeptów  – głos z myśli moich, głęboko w pamięci schowanych. Wiatr, zamyślony, przycichł…liście rozkołysane zasypiają, ptaki zamilkły na chwilkę… Chyba nie chcą spłoszyć  myśli, które w przód nijak biec nie chcą, wracają ciągle… błądzą po zapomnianych już ścieżkach. Nikt nie woła…

(nobody calls…)

Reklamy
%d blogerów lubi to: