antrakt…

…z mgły wyłoniła się: cudna, oczekiwana. Przez  lata kwitła, próbowała zawojować świat, serca i umysły nasze. Nawet w pewnej chwili udało jej się zapanować nad nami. Ale wszystkiego, czego żądała – nie otrzymała… a bezwzględna jest i zaborcza. Nie wybacza i nie toleruje braku bezwzględnego posłuszeństwa. Wszystko i do końca – albo nic. Podsunęła pod usta nektar niewyobrażalnie słodki, kusiła swoimi smakami i zapachami, obrazów przeuroczych dorzuciła mnóstwo, dźwięków przecudnych miliony w muzyce swojej… niespełniona jednak w całości – powoli cichła, zamykała coraz częściej oczy, odwracać się zaczęła, już rzadko słuchała, nie pamiętała chwil Baśniowych. Chłodno, ponuro i smutno się zrobiło…pewnego dnia, gdy czekałem rano, przyszła po raz ostatni.
Nie wiem czy przyszła podziękować, czy przeprosić… ale przecież nie Ona powinna przepraszać, ja powinienem przepraszać, na kolanach. I dziękować:  za światło, za ciepło, za melodie piękne, za obrazy cudowne, za smak i zapach, za dotyk, za uśmiech i radość zieloną w oczach. Stokrotnie więc dziękuję… i wdzięczny do końca życia swojego będę.
We mgle, z której wyszła, rozpłynęła się niepostrzeżenie… Odeszła… gdzieś tam… na chwilę? Ale mgieł to Ci u nas dostatek… Jeszcze kiedyś wróci…? A może będzie przychodzić, jak tylko potrzebna będzie… a póki co, siostrę swoją rodzoną zostawiła- na pocieszenie, na zgodę, by resztki piękna, resztki dobra, wdzięczności, resztki uczucia chroniła – „Przyjaźń”.
Świadomą, dojrzałą, mądrą, doświadczoną. 

Reklamy
%d blogerów lubi to: